fbpx
Marek Babik, Szymon Grzelak, Hanna Malska, Agnieszka Pawłowska, Katarzyna Stamatel, Paulina Wawrzyńczyk marzec 2012

Jak uczyć o seksualności?

„Edukacja seksualna”, „wychowanie seksualne”, „wychowanie do życia w rodzinie” – w Polsce spór wywołują nie tylko założenia ideologiczne dotyczące przekazywania wiedzy o seksualności, ale nawet sama nazwa szkolnego przedmiotu. Czy pod różnymi etykietkami odnajdziemy podobne cele? Być może zgadzamy się częściej, niż się nam wydaje? Postanowiliśmy przeprowadzić ankietę wśród osób zajmujących się edukacją młodzieży i zadaliśmy im dwa pytania.

Artykuł z numeru

Michał Heller: Kulturę tworzą naukowcy

Michał Heller: Kulturę tworzą naukowcy

1. Jakie cele powinna mieć edukacja seksualna w szkole?

2. Jak zapobiegać niepokojącym zachowaniom młodzieży, takim jak przemoc na tle seksualnym, wczesna inicjacja, szantaże na tle seksualnym?

Marek Babik

1.

Mówiąc o edukacji seksualnej, trzeba najpierw zaznaczyć, że w Polsce już od wielu lat toczy się spór dotyczący nazewnictwa. W szkołach nie ma edukacji seksualnej, tylko wychowanie do życia w rodzinie. Tymczasem czytając opracowania naukowe z pedagogiki, można zauważyć, że określenia „edukacja seksualna” i „wychowanie seksualne” stosuje się zamiennie. Część autorów niekiedy próbuje przesuwać akcenty, edukację łącząc bardziej z instruktażem techniczno-biologicznym, a wychowanie z przekazywaniem systemu wartości. W mojej ocenie obydwa określenia są równoprawne przy założeniu, że w ramach edukacji przekazujemy wiedzę, ale też kształtujemy postawę, więc wychowujemy i odnosimy się do świata wartości, i że prowadząc wychowanie seksualne, nie zubożymy go o wiedzę dotyczącą biologii.

Termin „edukacja seksualna” zaczął być po raz pierwszy kojarzony ze szkołą w wyniku wielkiego sporu na przełomie lat 80. i 90. Wywoływał wtedy obawy, że pod hasłami „edukacji” wprowadzi się do szkół zajęcia czysto instruktażowe i promocję antykoncepcji. Dzisiaj mamy w szkołach „wychowanie do życia w rodzinie” i należy zauważyć, że termin ten oznacza jeszcze coś innego niż „wychowanie seksualne”. Każdy z nas jest seksualny, jednak nie każdy musi żyć w rodzinie. Dlatego moim zdaniem celem wychowania seksualnego powinno być kształtowanie umiejętności przeżywania siebie jako osoby seksualnej, przeżywania własnej seksualności. Ojciec Józef Augustyn napisał w jednej ze swoich książek, że podstawowym celem wychowania jest miłość. Zgadzam się z tym, a umiejętne przeżywanie siebie jako istoty seksualnej rozumiem w pierwszym rzędzie jako pewien wysiłek poznania siebie od strony biologicznej, psychologicznej oraz uczenia się tworzenia relacji międzyludzkich. Najistotniejsze jest jednak odkrycie i uwierzenie w to, że sferę seksualną można optymalnie wykorzystać tylko w miłosnej relacji do osoby płci przeciwnej.

Bardzo indywidualną kwestią są oczekiwania rodziców wobec edukacji seksualnej w szkole. Ja jako rodzic jestem w stanie wiele swoim dzieciom wyjaśnić, ponieważ rozmawiam z nimi o seksie od maleńkości. Co nie oznacza, że w tych rozmowach nie napotykam trudności. Medialny natłok informacji o seksie stawia niejednokrotnie rodziców przed koniecznością tłumaczenia zagadnień bardzo skomplikowanych dla małego dziecka. Na przykład jak wyjaśnić ośmiolatkowi, co to jest nakładka wibracyjna albo dlaczego prezerwatywy mają różne smaki. Podobnych pytań mógłbym przytoczyć więcej. W takich sytuacjach pojawiają się we mnie wątpliwości, czy aby rodzic, mówiąc o bardzo intymnych i specyficznych zachowaniach seksualnych nie narusza przestrzeni prywatności własnej i dziecka. Sądzę, że jeśli rodzice od najwcześniejszych lat podejmują rozmowy ze swoimi dziećmi o ludzkiej płciowości i jednocześnie swoim życiem pokazują, jak budować miłość w małżeństwie, to są to najlepsze lekcje wychowania seksualnego.

Chcesz przeczytać artykuł do końca?

Zaloguj się, jeden tekst w miesiącu dostępny bezpłatnie.

Zaloguj się