Jako reżyserka uważnie przyglądasz się kondycji ludzkiej i naszym emocjom. To nie jest częsta praktyka wśród twórców i twórczyń teatralnych młodego pokolenia, do którego należysz. Polityka Cię nie interesuje?
Polityka jest tylko nakładką na nasze życie, to struktury, w których próbujemy się odnaleźć, one się zmieniają, a emocje towarzyszą nam stale. Oczywiście kontekst polityczny również warunkuje system emocjonalny, który uruchamiamy, ale mam poczucie, że od tego w naszych (bo teatr to praca zespołowa) spektaklach nie uciekamy. Czasem ktoś pyta, czy nasz teatr jest terapeutyczny. Zastanawiam się wtedy, czy to nie była podstawa istnienia teatru od samego początku jego funkcjonowania. Podobnie jak literatura, a zwłaszcza baśnie, teatr zawsze miał za zadanie pomagać człowiekowi przejść przez trudne momenty. Wspierał ludzkość w sytuacjach ekstremalnych, w stawianiu czoła przemianom społecznym i politycznym, ucząc, że przez obserwację można coś przeżyć i zastanowić się, jak to, co widzimy na scenie, możemy zderzyć z własnym życiem. Utwierdzał też ludzi w bardzo dziwnej zdolności do przetrwania emocjonalnego – zawsze przecież chodzi o to, by zachować człowieczeństwo w sobie.
Postacie zaludniające Twoje światy sceniczne są przeważnie kruche, podatne na wpływ najbliższego otoczenia. Ulegają rozmaitym lękom, doświadczają pustki, samotności, a także silnie łakną relacji z drugim człowiekiem.
Możliwe, że potrzeba relacji z drugą osobą wynika stąd, iż chcemy, by ktoś powiedział nam, jacy jesteśmy naprawdę, żeby w tej pustce, którą przywołujesz i która nas często otacza, ktoś odbił nas „w sobie” jak lustro. Mam może abstrakcyjne przeświadczenie, że obecnie ludziom bardzo trudno jest scalić swoją tożsamość, i to przeczucie sprawdzamy w teatrze.
Tę intuicję mocno eksponuje twoje przedstawienie z Teatru Dramatycznego w Warszawie Mój rok relaksu i odpoczynku na motywach amerykańskiej powieści Ottessy Moshfegh, której obyczajowym tłem jest przełom milenijny.
Sądzę, że z tamtymi czasami nadal możemy się identyfikować, bo w dalszym ciągu mamy tak wiele rzeczy do zrobienia, tak dużo przestrzeni, w których egzystujemy, i fasadowych osobowości, że niełatwo jest nam odpowiedzieć na pytanie: kim w ogóle jestem? Gdzie jest to moje „ja”, rozproszone między pracą, życiem rodzinnym, uczuciowym, mierzące się z mnogością ról i funkcji, jakie pełnimy w dzisiejszych światach? Czasem bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, by zobaczyć swoje odbicie w jego / jej oczach i stwierdzić: aha, może jestem właśnie Tym.
Główna bohaterka Mojego roku relaksu i odpoczynku przegląda się w lustrach relacji przyjacielskiej, uczuciowej, terapeutycznej. Ponadto decyduje się na eksperyment radykalny: poddaje się hibernacji, zapada w długi sen. Ciekawi ją, czy po przebudzeniu coś się zmieni.