Czytając Halibuta na księżycu, stajemy się towarzyszami drogi Jima, świadkami dramatu, a czasem po prostu widzami wciągającego spektaklu o poszukiwaniu sensu życia w momencie, kiedy samobójstwo wydaje się rozwiązaniem łatwiejszym i nieuchronnym. Poznajemy bohatera wyczerpanego przez życie rodzinne, poprzednie związki i konserwatywne obyczaje amerykańskiej klasy średniej. Wysiłki bliskich i terapeuty, by pomóc Jimowi, często robią wrażenie powierzchownych i bardziej obcych niż jego doświadczenie wewnętrznej pustki.
Vann doskonale zdaje sobie sprawę, jak złożone mogą być motywacje osoby, która myśli o odebraniu sobie życia. Jak mało kto również we współczesnej literaturze jest w stanie przenikliwie opisać zwłaszcza relacje między mężczyznami i wynikające z nich dramaty. W porównaniu do Legendy o samobójstwie najnowsza książka wydaje się nieco mniej zniuansowana. Napotykane przez Jima osoby reprezentują często raczej ludzkie typy niż pełnokrwiste historie. Jednak to w tych konfrontacjach bohater ma szansę bezczelnie, nie przebierając w słowach, a czasem i z wisielczym humorem wypomnieć wprost obłudę społeczeństwa i nieporadność wobec choroby na śmierć.
Czytaj także
„Błogosławieni ci, którzy opłakują”
–
David Vann
Halibut na księżycu
tłum. Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2021, s. 288