Na początku XX w. prezbiteriański misjonarz James Scarth Gale pisał tak: „Koreańska religijność jest dziwna. Kult przodków miesza się tu z buddyzmem, taoizmem, czczeniem duchów, wróżbiarstwem, magią, geomancją, astrologią i fetyszyzmem”. Nie był jedynym, któremu koreańska duchowość sprawiała problem. Po wiekach izolacji pierwsi odwiedzający Koreę zachodni obserwatorzy dochodzili wręcz do wniosku, że Półwysep Koreański to religijna pustynia. Podróżnicy na próżno szukali egzotycznych świątyń, charakterystycznych dla innych krajów Dalekiego Wschodu, na ulicach nie widziano kapłanów. Neokonfucjanizm, oficjalna ideologia trwającego przez ponad 500 lat Królestwa Joseon, przeciwstawiała się innym systemom wierzeń. Sukces odniosła szczególnie w ośrodkach miejskich oraz kręgach urzędniczych. Inne formy kultu kwitły głównie na prowincji i wśród uboższych warstw społecznych, choć zdarzało się, że potajemnie do buddyzmu bądź szamanizmu skłaniała się również arystokracja. Zakaz wstępu do miast mnichom i szamanom zniesiono dopiero w 1895 r.
Od tamtego czasu Korea przeżyła szereg dynamicznych transformacji religijnych. O ile w Korei Północnej rozwój religii został drastycznie zastopowany przez komunistyczny reżim i dziś wielu nazywa ten kraj najmniej religijnym na świecie, o tyle Korea Południowa stworzyła unikalną religijną mozaikę.
Chrześcijanie, buddyści i inni
Po pierwsze, Korea Południowa jest jednym z nielicznych krajów Dalekiego Wschodu, w którym chrześcijaństwo odniosło sukces. Jedynie na Filipinach odsetek wyznawców Chrystusa jest większy. Według najnowszych badań przekrojowych (Korean Research) chrześcijan (protestantów i katolików) jest dziś więcej niż buddystów. Tych pierwszych znajduje się tu odpowiednio 20% i 11%, podczas gdy buddystów pozostaje ok. 17% (przy populacji 52 mln).
Po drugie, Korea Południowa jest także jednym z najbardziej zróżnicowanych religijnie krajów świata (choć ustępuje np. Singapurowi czy Indiom).
Koreańczycy, czasem dosyć radykalnie, rozgraniczają Religię Pana Nieba (cheonjugyo), czyli katolicyzm, od Kościołów protestanckich (gaesingyo). Te z kolei są wewnętrznie niezwykle różnorodne, bo w gaesingyo wpisują się zarówno prezbiterianie, lokalne ekstatyczne ruchy pentekostalne (z kontrowersyjnym megakościołem na wyspie Yoido, największą kongregacją protestancką w Korei Południowej), jak i Ruch świętych w dniach ostatnich (mormonów w Korei jest ok. 100 tys.). Równie niejednolity jest buddyzm, choć dwie największe szkoły, Jogye i Taego, różnią się przede wszystkim wymogami stawianymi mnichom (główną osią niezgody jest celibat). W dodatku w Korei niemało jest religii próbujących łączyć nauki Zachodu z mądrością Wschodu w ramach tzw. nowych ruchów religijnych (NRR). Do najgłośniejszych należy znany z masowych ślubów na stadionach Kościół Zjednoczeniowy założony przez Sun Myung Moona (obecny zresztą i w Polsce) oraz kontrowersyjny, apokaliptyczny Kościół Shincheonji, który stał się medialnym kozłem ofiarnym w okresie pandemii COVID-19 w Korei. Po szybkim wzroście zakażeń w jednej z jego wspólnot spadła na niego ogromna krytyka, tak jakby to forma tego wierzenia przyczyniła się do zakażeń. Miesiąc później kryzys wirusowy w jednym z Kościołów protestanckich już nie wzburzył w podobnym stopniu opinii publicznej. Popularny jest również ikonoklastyczny buddyzm won, łączący buddyjskie i protestanckie praktyki rytualne z naciskiem na filantropię, naukę i egalitaryzm. Obecnie koreańscy religioznawcy doliczają się ok. 500 nowych religii. Choć większość z nich ma marginalny zasięg, to największe stale rosną. W sumie wyznawcy NRR stanowią ok. 2% populacji Korei Południowej.